Portfolio

- Halo? Czy to numer 666?
– Tak, tu kancelaria Szatana, czym mogę służyć?
– Dzień dobry. Nazywam się Martin. Chciałbym umówić się na spotkanie. To znaczy na wywiad.
– Na spotkanie? Z kim?
– No, z Szatanem.
– Czy pan mówi poważnie? Nikt nie umawia się na spotkania z Szatanem…
– Naprawdę? Hmm… W takim razie, może będę pierwszy…?

Głos w słuchawce należał do kobiety. Nie wiedział dlaczego, ale Martin był pewien, że do pięknej kobiety. Oczyma wyobraźni widział jej niespotykanej urody duże usta pomalowane czerwoną szminką. Usta namiętne, z których każde wypowiedziane słowo wypływało z niezmierną delikatnością, prawie pieszcząc rozmówcę dotykiem warg. Nieważne, że przez telefon. No i w końcu nie była to byle jaka sekretarka; była to sekretarka Szatana!

Zdziwienie sekretarki pozbawiło Martina pewności siebie; zaczął wątpić, czy przeprowadzenie wywiadu z Szatanem ma w ogóle sens. ‘A może to jakiś znak, że nie powinienem tego robić? Może ta rozmowa za bardzo wpłynie na moje życie?’, myślał. Z drugiej strony, jeśli nie spróbuje, będzie żałował tego do końca życia i nigdy nie otrzyma odpowiedzi na swoje pytania. Nigdy nie dowie się całej prawdy o Władcy Tego Świata. Prawdy o tym, który nie dość, że rządzi tym światem i potrafi w kilka sekund sprawić, że każdy mieszkaniec tej planety, a może nawet jeszcze kilku innych, o których jeszcze nie mamy pojęcia, pada przed nim na kolana i robi dokładnie wszystko, czego zażąda. No i ma wszystko w dupie, totalnie wszystko.

Sam pomysł przeprowadzenia wywiadu z kimś takim jak Szatan wydawał się absurdalny nie tylko Martinowi ale też wszystkim jego znajomym. Może prawie wszystkim, bo byli tacy, którzy podziwiali go za tę odwagę. Odwagę, która dla innych była zwykłą głupotą, naiwnością, brakiem dojrzałości i odpowiedzialności. Po co ryzykować, jeśli twoje życie jest całkiem spoko. Osiągnąłeś sukces zawodowy, robisz to, co jest twoją pasją i daję ci to zajebistą radość. Masz wspaniałą rodzinę: żonę i dzieci. Nie musisz martwić się o to, za czym do upadłości, do utraty tchu i godności, do granic człowieczeństwa ugania się 60% tego debilnego społeczeństwa: o pieniądze. Mało tego, masz prawdziwych przyjaciół oraz niesamowitych znajomych. Masz z kim pogadać o życiu. O muzyce. O literaturze. O byle gównie. Masz z kim iść na piwo do taniego baru, w którym pani, nazwijmy ją Krystyna, w białych skarpetkach i laczkach serwuje najlepszą pizze w mieście uśmiechając się zawsze szczerze oblizując resztki szminki z zębów, co czyni ją jeszcze bardziej uroczą. Masz z kim iść na wino do parku i nawet połazić po mieście z piersiówką whisky. W mordę, tak naprawdę to masz wszystko, o czym przeciętny mieszkaniec ziemi marzy całe pieprzone życie. I co z tego? W takiej sytuacji rozsądny i dojrzały człowiek cieszy się życiem i jest wdzięczny za to, co ma. Właśnie, rozsądny i dojrzały człowiek. Martin nie był ani rozsądny, ani dojrzały. Był jednak mądry. Przynajmniej tak sądził. Mimo to nikomu nie udało się powstrzymać go od pomysłu przeprowadzenia wywiadu z Szatanem.