Standard

gdy ma łódź
przez życie pędząca
za dużo wiedząca
zapomina
jak płynąć
po wzburzonych falach
złudzeń i tęsknoty
swojej własnej głupoty
na morzu egocentryzmu
wszechobecnego
niewinnego
przychodzisz i
siadasz tuż obok
podajesz mi wiosło
by łódź moją niosło
naprawiasz kamizelkę ratunkową
i przez chwil kilka
jak kiedyś na nowo
wiosłujemy razem
choć samolot to już
nie łódź raczej
i nagle wszystko
widzę inaczej
pozwalasz mi
nabrać prędkości
zamiast złości
zabójczej tak
jak dla dżdżownicy
poranny ptak
naklejasz plaster
na serca ranę
i dzięki tobie wiem
że powstanę
a potem jeszcze
dwa słowa może zdanie
co z tego zostanie
wiatr tylko wie
nie oczekuję zbyt wiele, nie
czarnego garnituru w niedzielę
wystarczy naprawdę niewiele
jeden uśmiech mały gest
i od razu
jakoś lepiej
jest

Komentarze